Strona główna Aktualności Sport - Aktualności Dramat Lecha Poznań w końcówce. Bolesna porażka ze Standardem Liege
Sport - Aktualności

Dramat Lecha Poznań w końcówce. Bolesna porażka ze Standardem Liege

0
epa08845088 Aleksandar Boljevic (R) of Liege in action against Lubomir Satka of Poznan during the UEFA Europa League Group D match between Standard Liege and Lech Poznan in Liege, Belgium, 26 November 2020. EPA/JULIEN WARNAND Dostawca: PAP/EPA.
EPA/JULIEN WARNAND Dostawca: PAP/EPA.

Lech Poznań przegrał 2:1 w wyjazdowym meczu Ligi Europy ze Standardem Liege. Do tej pory Kolejorz w Europie potrafił grać ładnie i unikał aż tak bolesnych błędów, jakie zwykł popełniać w rodzimej Ekstraklasie. Jednak w tym przypadku ligowe niedoskonałości wyszły także w meczu na arenie międzynarodowej. Chwila nieuwagi i punkty uciekły.

Standard mocniejszy niż w Poznaniu

Gospodarze wczorajszego meczu chcieli zrewanżować się za porażkę w Poznaniu. Wówczas Belgowie byli nieco zagubieni, Lech potrafił wykorzystać ich braki kadrowe i sięgnąć po zwycięstwo. U siebie Standard poprzeczkę postawił jednak wyżej i w pierwszej połowie starał się mocniej przycisnąć bramkę strzeżoną przez Filipa Bednarka. Bramkarz Lecha, który w tym sezonie nie ustrzegł się kilku błędów, tym razem stanął na wysokości zadania. Bronił w trudnych sytuacjach i Poznaniacy na przerwę schodzili przy stanie 0:0. Lech także próbował swoich sił w ofensywie, ale nie były one skuteczne.

Kluczowa dla losów meczu mogła być sytuacja z końcówki pierwszej połowy, gdy drugą żółtą kartkę obejrzał Obbi Oulare. Na drugą odsłonę Lech wyszedł w przewadze i zaczął śmielej poczynać sobie pod bramką rywali. Raz po raz na lewej stronie szarżował Tymoteusz Puchacz, aktywny był Jakub Moder a swoje dawali również obcokrajowcy – Ramirez i Tiba.

Ostatecznie po asyście Tymoteusza Puchacza gola dla Lecha Poznań zdobył Mikael Ishak. Niezawodny napastnik zrobił to, co wisiało w powietrzu niemal od początku drugiej połowy. I tak na blisko 30 minut przed końcem meczu fani Lecha mogli być bardzo zadowoleni. Jednak szybko ta radość została uciszona przez gospodarzy. Już dwie minuty po objęciu prowadzenia obrona Lecha zbyt statycznie brała się do przerwania ataku Standardu, a Balikwisha mógł oddać strzał na bramkę Bednarka. Golkiper gości niefortunnie sparował piłkę wprost pod nogi Tapsoby, a ten doprowadził do wyrównania.

Lech nadal starał się konstruować akcje ofensywne. Kolejorz szukał ciekawych rozwiązań, często imponował wymianami piłek na małej przestrzeni ale brakowało wykończenia. Na kwadrans przed końcem siły na boisku się wyrównały, a za drugą żółtą kartkę z boiskiem pożegnał się Crnomarković.

Mecz stracił nieco na swoim tempie i mogło wydawać się, że ostatecznie będziemy świadkami podziału punktów. Jednak w doliczonym czasie gry Konstantinos Laifis zdobył gola na 2:1. Standard w euforii, Lech w rozpaczy.

Żuraw z bolesną diagnozą

Po meczu trener Dariusz Żuraw zwrócił uwagę na to, co od kilku tygodni jest wielkim problemem Lecha Poznań. –  To jest któryś mecz z kolei, w którym mamy szansę na trzy punkty. I w bardzo frajerski sposób te punkty oddajemy – mówił po meczu szkoleniowiec drużyny z Poznania.

Istotnie Kolejorz nie po raz pierwszy traci punkty gdy wydaje się, że ma wszystko pod kontrolą. Z tego powodu mocno skomplikował sobie sytuację w Ekstraklasie, a z Europą raczej będzie się żegnał już po fazie grupowej. W drugim meczu grupy D rozgrywek Ligi Narodów punktami podzielili się Rangers i Benfica. Obie ekipy mają na koncie po 8 punktów. Lech i Standard mają po 3 „oczka”. Do zakończenia fazy grupowej pozostały dwie kolejki.

Gdyby nie niefrasobliwość…

Jak wyliczyli statystycy, gdyby Lech nie popełniał niewymuszonych strat w kluczowych momentach meczu, dziś miałby o 8 punktów więcej w Ekstraklasie. To dawałoby Kolejorzowi trzecie miejsce w lidze. Obecnie jest na dziesiątym. Do tego dorobku można dopisać także 3 punkty za wczorajszy mecz ze Standardem, co pozwalałoby myśleć o awansie do fazy pucharowej Ligi Europy.

I tak może się okazać, że ładnie grający w piłkę Lech zostanie zapamiętany nie z dobrego stylu, a z „frajerskiego sposobu” gubienia punktów. Dariusz Żuraw musi wstrząsnąć zespołem, bo takich wpadek było zbyt wiele w tym sezonie.

Oceń post