Sport - Aktualności

Polska – Holandia. Lepiej, ale nadal przeciętnie

0
PAP/Andrzej Grygiel
PAP/Andrzej Grygiel

Reprezentacja Polski w ostatnim meczu w tym roku przegrała na Stadionie Śląskim w Chorzowie 1:2 z Holandią. Biało-czerwoni zagrali o wiele lepiej niż w starciu z Włochami, ale nadal do gry zespołu Jerzego Brzęczka można mieć sporo zarzutów.

Dobre złego początki

Mało kto spodziewał się, że Polacy mecz rozpoczną z takim entuzjazmem. W zachowaniu drużyny narodowej było widać chęć do gry i – przede wszystkim – więcej umiejętności niż na tle Włochów. Dość szybko odważna postawa przyniosła skutek. Już w 5. minucie meczu Kamil Jóźwiak świetnie wszedł z piłką w pole karne po rajdzie ze skrzydła i ładnym uderzeniem obok Tima Krula dał Polsce prowadzenie 1:0. W bramkowej sytuacji Jóźwiaka podaniem w środkowej strefie boiska obsłużył Robert Lewandowski. Kapitan Reprezentacji w tym meczu najwięcej dobrego robił właśnie grając dalej od pola karnego rywali.

W grze Polaków mogły podobać się akcje obu naszych skrzydłowych. Zarówno Jóźwiak jak i Przemysław Płacheta starali się napsuć krwi rywalom. Gdybyśmy po jednej z akcji Płachety podwyższyli wynik na 2:0 to nikt nie mógłby powiedzieć, że to tylko dzieło przypadku. W środku lepiej zagrał Krychowiak. Nie zagrał meczu bardzo dobrego, ale w porównaniu do swoich ostatnich gier w kadrze nieco urósł. Solidnie, choć bez spektakularnego błysku w ataku wystąpił Piotr Zieliński. Starał się Mateusz Klich. Nawet Arkadiusz Reca chętniej włączał się do ataków i był pewniejszy w obronie niż w meczu z Włochami.

Jednak to wszystko wystarczyło jedynie na tyle, by Holendrów postraszyć i zostawić po sobie wrażenie drużyny starającej się dorównać lepszemu rywalowi. Dodajmy od razu – rywalowi, który także ma swoje problemy. Już po strzelonej bramce Holendrzy wzięli się do pracy i stworzyli kilka niezłych akcji. Czujni byli jeszcze nasi defensorzy i stojący w bramce Łukasz Fabiański. Ofensywne trio Holendrów: Stengs – Depay – Malen potrafiło jednak dość swobodnie dochodzić pod bramkę Biało-czerwonych.

Druga połowa meczu to stopniowo gasnąca drużyna Jerzego Brzęczka, która ostatecznie dała się mocno zepchnąć na własną połowę. Holendrzy naciskali, próbowali i w końcu po błędzie Jana Bednarka wywalczyli rzut karny. Trafił Memphis Depay, a w 84. minucie gola na wagę zwycięstwa strzelił Georginio Wijnaldum.

Biało-czerwoni z pewnością zagrali lepiej niż we Włoszech. Nie można odmówić drużynie dobrych momentów i szansy na osiągnięcie solidnego wyniku, w końcu długo prowadziliśmy. Jednak patrząc na ten mecz na chłodno – znów za dużo było błędów, a w wielu elementach Holendrzy wyraźnie górowali nad kadrą Jerzego Brzęczka. Polska nie wyglądała na zespół z jasno sprecyzowanym pomysłem na grę, który konsekwentnie wykorzystuje swoje atuty i wytrąca argumenty rywalom. Byliśmy zespołem przeciętnym.

Reprezentacyjne status quo

Dziennikarz Krzysztof Stanowski mecz na Twitterze podsumował pisząc – Mecz przegrany, ale nie na tyle beznadziejny, by doszło do zmiany selekcjonera. Trudno się nie zgodzić. Porażka 1:2 z Holandią, gdy po 45 minutach z boiska schodzi najlepszy piłkarz Reprezentacji Polski, to z pewnością nie jest powód do lamentu. Patrząc jednak szerzej, to kadra nadal nie przekonuje. Wciąż więcej jest pytań i niepewności, niż pomysłów na to co wydarzy się w kolejnych miesiącach. Wielu zawodników po tym spotkaniu dostało przyzwoite oceny także dlatego, że wypadło po prostu lepiej niż z Włochami. Poprzeczka jednak nie była zawieszona wysoko i trudno było o gorsze noty.

Kadra kończy rok zmieszana. Z jednej strony po części udało się zmazać plamę z Włoch, z drugiej przegraliśmy kolejny mecz i na tą porażkę z przebiegu spotkania zasłużyliśmy. Najbliższe tygodnie będą czasem na przemyślenia, ale piłkarsko stylu poprawić się nie da bez pracy na zgrupowaniach.

W kontekście pierwszego półrocza roku 2021 trzeba pamiętać jeszcze o jednej ważnej sprawie. Zanim zespół uda się na Euro, to Polaków czeka rozpoczęcie eliminacji do Mistrzostw Świata. Losowani będziemy z drugiego koszyka i jeśli na początek przyjdzie nam zmierzyć się z bezpośrednimi rywalami do awansu na Mundial, to trzeba będzie drżeć o wynik. Gra z rywalami silniejszymi nam nie wychodzi, a i teoretycznie słabsza Ukraina potrafiła się Polakom przeciwstawić mimo porażki.

Czarny scenariusz może wyglądać tak, że grając na Euro będziemy już na straconej pozycji w walce o MŚ w Katarze. I tego rozwiązania trzeba uniknąć. Przed sztabem Reprezentacji gorący i pracowity okres mimo przerwy od spotkań kadry.

Oceń

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię